sobota, 21 maja 2016

Pięta Achillesa

Ave druhu Achillesie.

Wierzyłem, że ten dzień kiedyś nastąpi, że ponownie się odezwiesz i pobudzisz mnie do wysiłku intelektualnego. I nie myliłem się w swych przewidywaniach.

Amatorskie pojmowanie uprawiania sportu niesie ze sobą, wynikającą w sposób naturalny z samego już określenia "amatorski" rekreacje w formie zabawy, choć wkładamy w grę całe serce dążąc do wyniku końcowego dającego nam zwycięstwo w rywalizacji (wygrać punkt, set i mecz). Pytasz mnie czy jest tu jeszcze miejsce na prawdziwą zabawę. Naprawdę trudne to pytanie mój Achillesie. Dlaczego trudne? Bo odpowiedź na nie jest skomplikowana w mym pojmowaniu zagadnienia.

Zarówno ja, jak i inni czytając Twój ostatni post, w pierwszej chwili odpowiedziałoby na Twe pytanie, że "oczywiście, bo dla Nas gra w siatkówkę to właśnie tylko dobra zabawa!!!". STOP mówię. Stop trywialnemu pojmowaniu rzeczywistości przez umysł ludzki! Szepnę Wam na ucho moi drodzy, że ja też tak pomyślałem w pierwszej chwili, ale... no właśnie. Naturalnie Nasza Liga, to nie zawodowe granie za gruba kasę,  z możliwością awansów, spadków, setkami kibiców na trybunach, kontraktami, sponsorami (choć może kiedyś?), ale jednak to jest Liga. "Ależ Hektorze - krzyknie teraz jeden z drugim- głupoty i bzdury opowiadasz! My to robimy, czyli gramy, bo lubimy ten sport i chcemy sobie pograć z innymi, też tą grę lubiącymi!". Może kochani ludziska tak myśleliście na początku, lecz teraz... wskażę Wam tok rozumowania, który odwiódł mnie od takiego myślenia i na końcu sami odpowiecie sobie na pytanie czy mylę się w swych osądach.

Zacznijmy może, od zdefiniowania tego czym jest "zabawa". No i problem już na początku, bo tu nachodzą mnie dwa sposoby pojmowania tego zagadnienia.

1. Wykonywanie predysponowanych do tego czynności w sposób luźny,  okraszony radością i swego rodzaju nieskrępowanym traktowaniem tego co robimy.
2. Wykonywanie predysponowanych do tego czynności dla własnej przyjemności, dla rozrywki
.
Obydwie te definicje na pierwszy rzut oka są podobne, ale jednak są diametralnie różne. Totalnie amatorskie granie w piłkę siatkową, czy też uprawianie innego sportu powinno być postrzegane przez pryzmat zabawy, tej z definicji nr 1. Bo jak inaczej nazwać wykonywanie wysiłku mentalnego i fizycznego w wolnej od pracy chwili czasu, na coś co nie przynosi żadnych materialnych profitów? Otóż lubimy/kochamy siatkówkę i dlatego wieczorami męczymy się sami ze swoimi słabościami i z innymi zapaleńcami ludzkimi na parkiecie. Jednakże stworzyliście bracia i siostry Ligę formując ją z ludzi takich jak ja, którzy okazjonalnie spotykali sie, żeby coś tam poodbijać popołudniami, weekendami. Organizując rozgrywki Ligowe celem było zjednoczenie miłośników siatkówki pod jednymi skrzydłami, aby nie zatracili tej pasji na rzecz np. barowania weekendowego. To co do tej pory miało formę zabawy mniej lub bardziej udanej (definicja nr 1) prowadzonej w gronie znajomych, przerodziło się w granie wymagające dyscypliny czasowej, taktycznej, osobowej, ale popartej naszym wewnętrznym chceniem tego czegoś. Zaczęliśmy robić to co lubimy robić w wolnej chwili, ale w sposób zdyscyplinowany (definicja nr2). Pojawiły się w gierkach ważne punkty zdobyte i stracone, pojawiły sie ważne porażki i zwycięstwa, pojawiły sie takie sformułowania jak "spieprzone akcje" zamiast sformułowań "tak fajnie i sprytnie chciał ale nie wyszło", pojawiły się kalkulacje "kiwnę żeby nie zaatakować w blok", zamiast "walnę z całej siły to przynajmniej jak nie wyjdzie to tych w bloku ręce zabolą". Jest różnica? Jest. Zaczęliśmy odpowiadać za wynik drużyny personalnie, zaczęliśmy odpowiadać za szanowanie wysiłku innych, zaczęliśmy być odpowiedzialni za grupę ludzi (drużynę), bo nasze luzackie podejście zamiast być śmieszne i zabawne stało się wkurzające i dołujące innych. Liga spowodowała, że taką luzacką zabawę wyparła rywalizacja w formie uporządkowanej zabawy.

Pamiętasz Achillesie jak to kiedyś na forum żalili się ludziska, że kiedyś w Lidze było inaczej, że wszyscy byli jedna wielką siatkarską rodziną. Tak było pewnie na samym początku, ale ewolucja ma to do siebie, że pewne rzeczy się zmieniają i przeistaczają sie w formy wyższe: raczkowanie w chód, gaworzenie w mówienie, jeżdżenie na rowerku z podpórkami w wyścigi kolarskie, granie w siatkę byle jakim balonem nad rozciągniętym sznurkiem na trawie w dżinsach i boso, w mecz ligowy w pełnym siatkarskim rynsztunku i to na hali z liniami, siatką i Mikasą za 250zł. Podświadomie dążymy do zwycięstwa i wyrazem tego było właśnie przeformowanie naszego grania z treningowych gierek w wyższą formę rywalizacji, jaką są spotkania kilku drużyn i konfrontowanie wyników tych potyczek w formie ligowej tabeli, czyli nic innego jak Nasze rozgrywki Ligowe. To już nie jest zabawa z definicji nr 1, ale gra w formie rozrywki z definicji zabawy nr 2. Mecz to jednak mecz, rywal to jednak rywal, który w tym meczu też chce koniecznie wygrać. Dobieramy się w składy, takie najlepsze, prowadzimy selekcję wśród graczy drużyny, kombinujemy jak asekurować, jak atakować, jak zagrywać, ustalamy namiastkę taktyki. Ustalamy kogo blokować po skosie, a kogo po prostej. Cały czas szykujemy się, umawiamy, ustalamy. Podczas meczy wkładamy całego siebie w granie wierząc, że partnerzy z drużyny robią to samo. Jesteśmy skupieni i odpowiedzialni i tego samego wymagamy od innych krzywiąc sie i złoszcząc jeżeli ktoś się nie przykłada do gry. Deprymuje nas nonszalancja. Oczywiście patrzymy na wszystko przez pryzmat "amatorskiego grania nie zawodowców", mamy świadomość swoich własnych ułomności jak niedoskonałości w technice, wiek, wzrost itp., ale zawsze chcemy więcej wyżej, szybciej, mocniej i takiej postawy wymagamy od współpartnerów. Brak zaangażowania u kolegów z drużyny traktujemy jako atak w nas samych i inicjuje to w nas złość/gniew, czyli element obcy w bezwiednym odbijaniu piłki na trawniku, czyli luźnej zabawie.

Reasumując i odpowiadając na Twe pytanie: to już nie jest taka pierwotna/początkowa zabawa, ale bardziej rozrywka (skąd inąd bardzo przyjemna). No i co teraz smucić się i płakać po takim wywodzie, że straciliśmy na zawsze coś unikatowego, takiego pierwotnego, nieskalanego? Odpowiem: NIE. Starajmy się bawić samą grą z przyjaciółmi i wspólnym podejmowaniem wysiłku w dążeniu ku wyznaczonemu celowi, przykładając się do meczy i grając w sposób dający radość nam samym i innym obserwującym nasze poczynania. A jak nawet coś nie wyjdzie mimo najszczerszych chęci, to z tej zabawy wyjdziemy radośni i szczęśliwi, że fajnie się pobawić w Ligę. Bo LIGA to jednak LIGA.

P.S. W kwestii Twojego mikro konkursu: przedstawisz chyba osoby z Czwartków i 40-latków. Zgadłem?



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz