Ave druhu Achillesie.
Wierzyłem, że ten dzień kiedyś nastąpi, że
ponownie się odezwiesz i pobudzisz mnie do wysiłku intelektualnego. I nie
myliłem się w swych przewidywaniach.
Amatorskie pojmowanie uprawiania sportu
niesie ze sobą, wynikającą w sposób naturalny z samego już określenia
"amatorski" rekreacje w formie zabawy, choć wkładamy w grę całe serce
dążąc do wyniku końcowego dającego nam zwycięstwo w rywalizacji (wygrać punkt,
set i mecz). Pytasz mnie czy jest tu jeszcze miejsce na prawdziwą zabawę.
Naprawdę trudne to pytanie mój Achillesie. Dlaczego trudne? Bo odpowiedź na nie
jest skomplikowana w mym pojmowaniu zagadnienia.
Zarówno ja, jak i inni czytając Twój ostatni
post, w pierwszej chwili odpowiedziałoby na Twe pytanie, że "oczywiście, bo dla Nas gra w siatkówkę to właśnie tylko dobra zabawa!!!". STOP mówię. Stop trywialnemu pojmowaniu
rzeczywistości przez umysł ludzki! Szepnę Wam na ucho moi drodzy, że ja też tak
pomyślałem w pierwszej chwili, ale... no właśnie. Naturalnie Nasza Liga, to nie
zawodowe granie za gruba kasę, z
możliwością awansów, spadków, setkami kibiców na trybunach, kontraktami, sponsorami
(choć może kiedyś?), ale jednak to jest Liga. "Ależ Hektorze - krzyknie
teraz jeden z drugim- głupoty i bzdury opowiadasz! My to robimy, czyli gramy,
bo lubimy ten sport i chcemy sobie pograć z innymi, też tą grę lubiącymi!".
Może kochani ludziska tak myśleliście na początku, lecz teraz... wskażę Wam tok
rozumowania, który odwiódł mnie od takiego myślenia i na końcu sami odpowiecie
sobie na pytanie czy mylę się w swych osądach.
Zacznijmy może, od zdefiniowania tego czym
jest "zabawa". No i problem już na początku, bo tu nachodzą mnie dwa
sposoby pojmowania tego zagadnienia.
1. Wykonywanie predysponowanych do tego czynności w sposób
luźny, okraszony radością i swego
rodzaju nieskrępowanym traktowaniem tego co robimy.
2. Wykonywanie predysponowanych do tego czynności dla własnej
przyjemności, dla rozrywki
.
.
Obydwie te definicje na pierwszy rzut oka są
podobne, ale jednak są diametralnie różne. Totalnie amatorskie granie w piłkę
siatkową, czy też uprawianie innego sportu powinno być postrzegane przez
pryzmat zabawy, tej z definicji nr 1. Bo jak inaczej nazwać wykonywanie wysiłku
mentalnego i fizycznego w wolnej od pracy chwili czasu, na coś co nie przynosi
żadnych materialnych profitów? Otóż lubimy/kochamy siatkówkę i dlatego
wieczorami męczymy się sami ze swoimi słabościami i z innymi zapaleńcami ludzkimi
na parkiecie. Jednakże stworzyliście bracia i siostry Ligę formując ją z ludzi
takich jak ja, którzy okazjonalnie spotykali sie, żeby coś tam poodbijać
popołudniami, weekendami. Organizując rozgrywki Ligowe celem było zjednoczenie
miłośników siatkówki pod jednymi skrzydłami, aby nie zatracili tej pasji na
rzecz np. barowania weekendowego. To co do tej pory miało formę zabawy mniej
lub bardziej udanej (definicja nr 1) prowadzonej w gronie znajomych,
przerodziło się w granie wymagające dyscypliny czasowej, taktycznej, osobowej,
ale popartej naszym wewnętrznym chceniem tego czegoś. Zaczęliśmy robić to co
lubimy robić w wolnej chwili, ale w sposób zdyscyplinowany (definicja nr2).
Pojawiły się w gierkach ważne punkty zdobyte i stracone, pojawiły sie ważne
porażki i zwycięstwa, pojawiły sie takie sformułowania jak "spieprzone
akcje" zamiast sformułowań "tak fajnie i sprytnie chciał ale nie
wyszło", pojawiły się kalkulacje "kiwnę żeby nie zaatakować w
blok", zamiast "walnę z całej siły to przynajmniej jak nie wyjdzie to
tych w bloku ręce zabolą". Jest różnica? Jest. Zaczęliśmy odpowiadać za
wynik drużyny personalnie, zaczęliśmy odpowiadać za szanowanie wysiłku innych,
zaczęliśmy być odpowiedzialni za grupę ludzi (drużynę), bo nasze luzackie
podejście zamiast być śmieszne i zabawne stało się wkurzające i dołujące
innych. Liga spowodowała, że taką luzacką zabawę wyparła rywalizacja w formie uporządkowanej
zabawy.
Pamiętasz Achillesie jak to kiedyś na
forum żalili się ludziska, że kiedyś w Lidze było inaczej, że wszyscy byli
jedna wielką siatkarską rodziną. Tak było pewnie na samym początku, ale ewolucja
ma to do siebie, że pewne rzeczy się zmieniają i przeistaczają sie w formy
wyższe: raczkowanie w chód, gaworzenie w mówienie, jeżdżenie na rowerku z
podpórkami w wyścigi kolarskie, granie w siatkę byle jakim balonem nad
rozciągniętym sznurkiem na trawie w dżinsach i boso, w mecz ligowy w pełnym
siatkarskim rynsztunku i to na hali z liniami, siatką i Mikasą za 250zł. Podświadomie
dążymy do zwycięstwa i wyrazem tego było właśnie przeformowanie naszego grania
z treningowych gierek w wyższą formę rywalizacji, jaką są spotkania kilku
drużyn i konfrontowanie wyników tych potyczek w formie ligowej tabeli, czyli nic
innego jak Nasze rozgrywki Ligowe. To już nie jest zabawa z definicji nr 1, ale
gra w formie rozrywki z definicji zabawy nr 2. Mecz to jednak mecz, rywal to
jednak rywal, który w tym meczu też chce koniecznie wygrać. Dobieramy się w
składy, takie najlepsze, prowadzimy selekcję wśród graczy drużyny, kombinujemy
jak asekurować, jak atakować, jak zagrywać, ustalamy namiastkę taktyki.
Ustalamy kogo blokować po skosie, a kogo po prostej. Cały czas szykujemy się,
umawiamy, ustalamy. Podczas meczy wkładamy całego siebie w granie wierząc, że
partnerzy z drużyny robią to samo. Jesteśmy skupieni i odpowiedzialni i tego
samego wymagamy od innych krzywiąc sie i złoszcząc jeżeli ktoś się nie
przykłada do gry. Deprymuje nas nonszalancja. Oczywiście patrzymy na wszystko
przez pryzmat "amatorskiego grania nie zawodowców", mamy świadomość
swoich własnych ułomności jak niedoskonałości w technice, wiek, wzrost itp.,
ale zawsze chcemy więcej wyżej, szybciej, mocniej i takiej postawy wymagamy od
współpartnerów. Brak zaangażowania u kolegów z drużyny traktujemy jako atak w
nas samych i inicjuje to w nas złość/gniew, czyli element obcy w bezwiednym
odbijaniu piłki na trawniku, czyli luźnej zabawie.
Reasumując i odpowiadając na Twe pytanie:
to już nie jest taka pierwotna/początkowa zabawa, ale bardziej rozrywka (skąd
inąd bardzo przyjemna). No i co teraz smucić się i płakać po takim wywodzie, że
straciliśmy na zawsze coś unikatowego, takiego pierwotnego, nieskalanego? Odpowiem:
NIE. Starajmy się bawić samą grą z przyjaciółmi i wspólnym podejmowaniem
wysiłku w dążeniu ku wyznaczonemu celowi, przykładając się do meczy i grając w
sposób dający radość nam samym i innym obserwującym nasze poczynania. A jak
nawet coś nie wyjdzie mimo najszczerszych chęci, to z tej zabawy wyjdziemy
radośni i szczęśliwi, że fajnie się pobawić w Ligę. Bo LIGA to jednak LIGA.
P.S. W kwestii Twojego mikro konkursu:
przedstawisz chyba osoby z Czwartków i 40-latków. Zgadłem?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz