Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolejkaXIV. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolejkaXIV. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

JAKAKOLWIEK - SĄ GORSI 2:3 cz.II

Przebieg meczu został już opisany przez HEKTORA, tak więc teraz tylko zaległa relacja z meczu. Wszyscy którzy mecz widzieli wiedzą, że długich akcji i emocji było tyle, że można by było obdzielić nimi kilka meczy.

Oczywiście nie zabrakło popisowej akcji na rozegraniu Violi, która oszukała na siatce kolejnego przeciwnika. Co by nie powiedzieć 99 % sukcesu tej akcji to Jej zasługa.


niedziela, 10 kwietnia 2016

DRINK TEAM - CZWARTKI cz.II

To, że DRINK TEAM jest jedną z moich ulubionych drużyn wiadome było od zawsze (tak naprawdę teraz, kiedy nie ma KBS’u zostali mi tylko Oni). O tym dlaczego tak jest napiszę pewnie w niedalekiej przyszłości, teraz czas na analizę meczu czwartkowego.

Obserwując ostatnie mecze DRINK’ów, a w szczególności mecz z BUZDYGANAMI, dało się zaważać coraz większą pewność Ich w ataku, co wyraźnie przekładało się na zdobycz punktową.

Zatem spotkanie z CZWARTKAMI, którzy wielokrotnie mieli problem z kończeniem ataków, a bardziej skupiali się na ograniczaniu błędów własnych, zapowiadało się bardzo ciekawie. Szczególnie, że nie wyszła do gry Ela, podstawa Ich gry obronnej.

Jak skończył się mecz wszyscy wiemy. Duże oczekiwania DRINK’ów zakończyły się na emocjach I seta. Pozostałe były już bez historii i można je nazwać grą do jednej bramki. Dlaczego tak się stało ?

Popatrzmy najpierw na rozkład punktów zdobywanych przez drużyny.


Wygląda na to, że to co miało dać sukces DRINK TEAM przyczyniło się do Ich klęski. Przewaga CZWARTKÓW w tym elemencie było ogromna. Bardzo słaba gra w bloku DRINK TEAM ułatwiła na pewno Im zadanie. Nie udało się zdobyć ani jednego punktu blokiem !!! CZWARTKI zaś w tym elemencie zdecydowanie utrudniły grę DRINK’om. Oprócz punktów blokiem, mieli też wiele „wybloków” co dawało im dodatkowe szanse w ataku. Kto widział mecz zauważył, że DRINK’i miały ogromne kłopoty z kończeniem piłek.

Zobaczmy teraz na indywidualne statystyki CZWARTKÓW, aby zobaczyć jak rozłożyło się zdobywanie punktów – szczególnie w ataku.



Widać tu, że Paweł zdobył ponad 50% punktów z ataku CZWARTKÓW !!! Mimo tak wyraźnej dominacji Pawła w ataku, DRINKOM nie udało się znaleźć rozwiązania na tego zawodnika. Może kluczem jest tu podjęte ryzyko na rozegraniu CZWARTKÓW ? Może ilość stosowanych przez CZWARTKI schematów w ataku ? Pewnie kombinacja obu tych elementów.

Jak na tle CZWARTKÓW wyglądają DRINK’i ?


Wyraźnie widać brak punktów w bloku. W ataku zabrakło też lidera, który stał by się przeciwwagą dla Pawła. Początkowo Zbyszek „ciągnął” grę, ale z upływem czasu zaczął popełniać coraz więcej błędów. Patrząc na ilość błędów dziewczyn zastanawiające jest, czy nie powinny podjąć większego ryzyka na rozegraniu starając się zgubić blok rywali. Zmiany w ostatnim secie nic nie wniosły. Może były zbyt późne ? Może nie do końca przemyślane ? Skład DRINKÓW jest szeroki i mocy i myślę, że można było szukać więcej rozwiązań na boisku w czasie tego meczu.

Czego więc spodziewać się po kolejnych meczach tych drużyn:

DRINK TEAM: Zdecydowanie muszą poprawić blok oraz odbiór zagrywki. Rozgrywająca wielokrotnie ma bardzo trudną piłkę i mimo starań nie jest wstanie wykorzystać swoich talentów. Brakuje też lidera, który ustawi grę drużyny. Potencjał mają duży, doświadczenia i pewności z każdym meczem przybywa. Nic tylko iść do przodu. Umiejętności są, brakuje tylko planu taktycznego. Myślę, że są coraz bliżej tego czego szukają.


CZWARTKI: Z pewnością optymistycznie patrzą na koniec sezonu. Mają jeszcze kilka meczy i Ich rywale muszą liczyć się z tym, że nie będą łatwym rywalem. Potrzeba im jednak stabilności składu. Co by nie powiedzieć kolejny mecz rozpoczynają w innym składzie. Najbardziej widać brak Eli (choć w tym meczu rywal nie umiał tego wykorzystać), gra obronna bez niej wygląda czasami bardzo rozpaczliwie. Jeśli wróci do gry będzie ciekawie. 


Co będzie w rzeczywistości ? Już wkrótce się dowiemy. Na koniec jeszcze kilka efektownych zagrań z tego meczu.


sobota, 9 kwietnia 2016

TKKF - 40LATKI cz.II

Pierwsze pytanie które nasuwa się po zakończeniu tego spotkania to: Czy TKKF znów jest taki mocny, czy może 40LATKI miały na tyle słabszy dzień, że ponieśli klęskę w tej rywalizacji. Tą drugą część można dodatkowo rozbudować do kolejnego pytania: Może czas dominacji 40LATKÓW w Lidze dobiega końca ? Co przy braku zmian w Ich grze przełoży się na częstsze takie wpadki.

Spróbujmy odpowiedzieć na te i jeszcze inne pytania oraz pokusić się o wnioski na przyszłość obydwu drużyn.

Jak widać od wielu kolejek, coraz częściej w ligowych meczach okazuje się, że zwykłe proste granie przestaje wystarczać do osiągnięcia sukcesu. Wiele rozegranych setów (a co za tym idzie i meczy) rozstrzyga się w samych końcówkach. Często decyduje jedna skuteczna akcja, jedno nieszablonowe zagranie. Mecz TKKF – 40LATKI zakończył się bilansem małych punktów 95:91 dla TKKF'u. Czyli przy rozegranych 4 setach widać, że różnica między drużynami była minimalna. Co więc zdecydowało o sukcesie TKKF ? Popatrzmy w pierwszej kolejności na zestawienie zdobywanych punktów i popełnianych błędów przez drużyny.




Czyli te 4 punkty różnicy są po stronie błędów 40LATKÓW. Pytanie jest więc skąd taka ilość błędów po Ich stronie? Przecież nigdy taka ilość błędów tej drużynie się nie zdarzała wcześniej. Nawet w pięciosetowym meczu z BUZDYGANAMI popełnili mniej błędów (29). Może odpowiedź na to da indywidualna rozpiska skuteczności poszczególnych zawodników.






Po tym zestawieniu można już pokusić się o pewne wnioski. wyraźnie widać bardzo słaba efektywność Marcina i Michała. W większości meczy, w których grali, Ich  statystyki były zdecydowanie lepsze. Co w takim razie wpłynęło na taką ilość błędów 40LATKÓW ? Myślę, że w pierwszej kolejności konsekwentny blok (często podwójny, a nawet potrójny) utrudniający ataki oraz niesamowita gra w obronie TKKF’u. Przekładało się to na wydłużanie akcji w których po prostu brakowało sił 40LATKOM na precyzyjne zakończenie akcji. Tak, tak myślę, że po prostu widać u Nich zmęczenie sezonem...

To oczywiście jedna strona medalu. Na drugiej mamy świetne wyniki statystyczne 3 podstawowych zawodników TKKF'u. kto widział mecz wie, że różnicę na korzyść TKKF'u zrobił Tomek, na którego w żaden sposób nie udało się znaleźć recepty w bloku 40LATKOM (lewa ręka górą!!!). przy jednocześnie niewielkiej liczbie błędów z jego strony dało mu świetną rubrykę  w statystyce z meczu.



Kolejnym dużym błędem ze strony 40LATKÓW była zmiana w 4 secie. boisko opuścił zawodnik mający najmniej popełnionych błędów, a jednocześnie był najskuteczniej atakującym zawodnikiem drużyny. Czy to był błąd? Do końca nie wiem. Może po prostu były inne czynniki wymuszające taką zmianę...

Czego więc spodziewać się po kolejnych meczach tych drużyn:

TKKF: dla których niepodziewanie otworzyła się szansa na wyższe miejsce w tabeli niż trzecie, muszą w pierwszej kolejności utrzymać skuteczność z tego meczu. Jeśli zaś 4 zawodnik pierwszej szóstki ograniczy ilość błędów to mogą wygrać do końca wszystkie spotkania.

40-LATKI: którzy stanęli przed wysokimi schodami, nie maja już żadnego marginesu błędu by sięgnąć po kolejny tytuł, chyba najbardziej potrzebują odpoczynku. Bez dobrej dyspozycji Michała i Marcina też nie mają raczej szans na kolejne sukcesy. Na pewno czeka Ich korekta gry w bloku (element niezbędny do walki z BUZDYGANAMI) oraz zdecydowanie ograniczenie błędów.

Co będzie w rzeczywistości ? Już wkrótce się dowiemy. Na koniec jeszcze kilka efektownych zagrań z tego meczu.




czwartek, 7 kwietnia 2016

DRINK TEAM - CZWARTKI 0:3

W ostatnim meczu XIV kolejki sensacji nie było. CZWARTKI wygrały 3:0 kończąc tym samy jedna z najbardziej ekscytujących kolejek tego sezonu. 


W I secie wydawało się, że walka będzie trwała cały mecz, jednak z upływem czasu przewaga CZWARTKÓW stawała się coraz wyraźniejsza. Mimo usilnych prób DRINK TEAM nie był wstanie znaleźć rozwiązania na grę przeciwników. Brane czasy, robione zmiany nic nie dały. Rywal uciekał coraz bardziej i nic nie udawało się zmienić w grze DRINK TEAMU na tyle, by zapobiec przegranym w secie II i III.

CZWARTKI zaś zaprezentowały się ze swojej najlepszej strony. Różnorodność stosowanych zagrań w Ich grze nie pozwalał w żaden sposób na złapanie rytmu przeciwnikom. Taka gra, dodatkowo na dużej skuteczności, powalała dość szybko uzyskiwać bezpieczna przewagę, co stwarzało dodatkowy komfort gry dla CZWARTKÓW.

Dodatkowo należy odnotować powrót na parkiety Wojtka (byłego gracza KBS’u), który całkiem udanie zaprezentował się w nowej drużynie.

Jako, że w przyszłym tygodniu nie gramy to z rozegranych meczów z tego tygodnia będziemy umieszczać trochę dodatkowych informacji, aby szybciej upłynął czas do powrotu na parkiety.

Pierwszy wywiad "kolejki cudów"

Po wtorkowym spotkaniu, rozmowa z zawodnikiem drużyny 40 – latków Michałem Czepielem

Margines Leona: Pierwsze słowa cisnące się na usta po zakończeniu spotkania z TKKF?

Michał: Gratulacje dla Gospodarzy zagrali bardzo dobrze całą drużyną i postawili naprawdę trudne warunki o czym świadczy wynik 3-1. Zwłaszcza wysoki blok rywali sprawił nam dużo problemów. Wzmocnienie zespołu TKKF przez Wojtka to naprawdę dobre posuniecie i pewnie nie jedna drużyna będzie miała problemy z jego blokiem. Również zagrywką narobił sporo zamieszania.

ML: Co według Ciebie przesądziło o zwycięstwie TKKF-u?

M: Trzeba przyznać, że drużyna TKKF miała przewagę bo Wojtek to nowy zawodnik w lidze i rozpracowanie jego zagrań zajmie kilka meczy. Zagrania naszej drużyny przeciwnicy mają już dobrze rozpisane ale to tylko motywacja by wprowadzić jakieś nowe zagrania do naszej gry. Szczerze trzeba również przyznać, że forma naszej drużyny nie była najwyższa w tym spotkaniu ale pamiętajmy, jest to dopiero pierwsza porażka naszej drużyny w tym sezonie i na pewno nie składamy broni w walce o TOP ligi. Walka o tytuł wreszcie nabiera rumieńców i mecze są coraz bardziej zacięte. Mam nadzieje, że więcej drużyn pójdzie drogą TKKF i wzmocni swe składy co będzie na pewno ciekawe dla kibiców ligi i pozwoli na podniesienie poziomu rozgrywek  Amatorskiej Ligi Piłki Siatkowej Powiatu Myślenickiego.

ML: Jesteś zawodnikiem przyjmującym, atakującym i jako jeden z nielicznych w lidze próbujesz grać środkiem. Co masz na myśli mówiąc o wprowadzaniu nowych zagrań do Waszej gry?

M: Zawodnik Amatorskiej Ligi Piłki Siatkowej Powiatu Myślenickiego musi być zawodnikiem uniwersalnym i staram się takim być. Granie środkiem to taka wisienka na torcie i staje się coraz ciekawsza, bo wielu zawodników z przeciwnych drużyn czai się by wyłapać to moje zagranie blokiem.  Na pewno z takim przeciwnikiem jak TKKF trzeba  się starć  grać podwójnym blokiem i gdy tylko tak zagraliśmy przeciwnik  już łatwo nie mógł skończyć akcji. Musimy tez urozmaicić nasze zagrania w ataku bo granie wysoką piłką często kończyło się blokiem przeciwnika lub naszymi błędami. Nowe zagrania w ataku na pewno pojawią się w naszej grze już niedługo.

ML: Wszyscy wiemy, że TKKF unikając własnych błędów przy wysokiej skuteczności obrony i ataku potrafi być bardzo groźny. Przez długi czas obecnych rozgrywek nie mógł  jednak złapać właściwego dla siebie rytmu. Czy ten fakt nie uśpił Waszej czujności i nie spowodował spadku koncentracji przed meczem w Waszych szeregach?

M: Zawodnicy TKKF wyszli na mecz bardzo skoncentrowani i bardzo zmotywowani do gry, udało sie im tą koncentrację utrzymać przez cały mecz. Rzadko do tej pory udawało im się utrzymać taką koncentrację przez cały mecz ale widać było, że doświadczenie nowego zawodnika miało  wielki wpływ na postawę całej drużyny TKKF-u. No może  na jedną akacje libero w trzecim secie wkradła się chwila rozluźnienia :) Ale trzeba też  przyznać, że nasza drużyna popełniła zbyt dużo błędów własnych co skrzętnie wykorzystał przeciwnik.

ML: Większość drużyn zakosztowała już smaku porażki. Czy to nowe doświadczenie będzie konstruktywne dla drużyny 40-latków?

M: Powiem szczerze, że dużo bardziej wolę grać mecze z wyrównanym przeciwnikiem, gdzie w walkę o każdy punkt trzeba włożyć sporo sił i energii, niż  gdy mecz toczy się bez emocji ze sporą przewagą jednej ze stron. Myślę, że kibice też wolą oglądać takie mecze, gdzie trudno już na początku wytypować wynik i na pewno nie zawiedli się ci, którzy przyszli obejrzeć ten mecz na żywo. Wzrost poziomu kolejnych drużyn ALPSPM tylko dobrze wróży kolejnym sezonom ligi. Sezon się jeszcze nie skończył, walka będzie trwać do ostatniego meczu. Nie składamy jeszcze broni w walce o pierwsze miejsce. Szkoda, że zawodnicy KBS zrezygnowali z rozgrywek, bo końcówka tego sezony byłaby jeszcze ciekawsza. Chciałbym żeby uporali się z kadrowymi problemami i w kolejnym sezonie również włączyli się do walki o  podium w lidze.

ML: Jakie wnioski po meczu wyciągasz dla siebie? Które elementy gry są bez zarzutu a nad którymi chcesz jeszcze popracować?

M: Wnioski po takim meczu musimy wyciągnąć  jako cała drużyna, bo widać było, że nie byliśmy w tym meczu mocno skoncentrowani i po kilku nieudanych zagraniach wkradła się w grę niepewność. Nasz kapitan ma już sposoby motywacji byśmy w kolejnych meczach takich błędów nie popełniali i na pewno damy jeszcze dużo frajdy naszym kibicom. Zbyt długo gramy razem w tym samym składzie w siatkówkę, nasza drużyna, na przełomie kilku sezonów dokonała najmniej rotacji w składzie, dlatego błędy powinny być rzadkością.
Co do pracy nad sobą trzeba przyznać, że trochę tego grania już mamy w tym sezonie za sobą i w moim graniu dostrzega się brak świeżości. Idzie lato a jak wiadomo zima to okres na robienie masy :). Letni okres poświęcam by poprawić szybkość, mój personalny trener Witold daje mi ostry wycisk na sprawdzianach szybkościowych co już nie długo powinno się dać zauważyć również na boisku do siatkówki.

ML: Dwa zdania o kibicach.

M: Cieszy wysoka frekwencja kibiców bo na pewno nie żałują, mecz był ciekawy i można było zobaczyć sporo widowiskowych akcji. Przy posusze w rozgrywkach klubowych siatkówki w naszym regionie może nasza liga przyciągnie sympatyków siatkówki na trybuny których jak wiem w Myślenicach jest bardzo dużo. Wzmocnienie ligi nowymi zawodnikami na pewno podniesie widowiskowość meczy jak poziom rozgrywek.  Również sala Sp 3 to bardzo dobry obiekt  do rozgrywania meczy zarówno dla zawodników jak i dla kibiców.

ML: Na koniec kwestia strojów. W tym pojedynku barwnym, wielokolorowym zespołem były 40-latki. Czy w przyszłości planujecie ujednolicenie wizerunku zespołu?

M: Stroje na mecz wybraliśmy te wygodne dla każdego. Słyszałem, że był już przygotowany projekt nowych koszulek dla naszej drużyny jednak sponsorzy i rada zespołu nie mogła dojść do porozumienia w sprawie koloru koszulek. Wiem, że nowe koszulki planowane są jeszcze na końcówkę tego sezonu.



Podpatrzone z ławeczki LUBIEŃKA - BUZDYGANY 2-3

Zapowiedź naszego meczu z LUBIEŃKĄ została zatytułowana "Złap mnie jeśli potrafisz" i po dzisiejszym meczu, który obserwowałam z ławki rezerwowych mogę bez zawahania stwierdzić, że "potrafią" i to naprawdę dużo!!! To z jakiej strony pokazał się dziś nasz przeciwnik zasługuje na wielki podziw!

Jak wszyscy wiemy poza boiskiem emocje są jeszcze bardziej odczuwalne, a tych nie brakowało już od pierwszego seta!

Moja armia rozpoczęła bój w następującym składzie: Niedźwiedź, Filip, Robert, Jurek, Roma i Ewa. Owszem, wiedzieliśmy, że mecz nie będzie należał do łatwych, szczególnie z uwagi na rozmiar sali, ale takich trudności chyba nikt z naszej drużyny się nie spodziewał. 


Największą "zmorą" jak to określiła Roma były dla nas precyzyjne i mocne zagrywki Jacka, których nie byliśmy w stanie dobrze przyjąć. Bardzo slaby odbiór, kiepska obrona pola, mało efektywne ataki. Akcja za akcją, punkt za punkt i ostatecznie pierwsze starcie zakończyło się naszą porażką.

Ewa z bezradności rozłożyła ręce...Co tu się dzieje?!



Drugi set zapowiadał się dla nas dużo lepiej. Można by rzec, że wróciliśmy na "dobrą ścieżkę" i osiągnęliśmy prowadzenie 16-11. I tu nasuwa się pytanie co nas zgubiło ponownie, że ostatecznie przegraliśmy do 21?!

Odpowiedz jednoznaczna- 5 z rzędu zepsutych zagrywek niestety nie pozwoli na utrzymanie zdobytej dotychczas przewagi, tym bardziej,że nasz przeciwnik nie śpi!!!

Zaczyna się robić groźnie tak wiec szybką decyzją kapitana pasuje coś zmienić w składzie. I tak na boisku w secie trzecim pojawiają się Krystian i Daniel w zamian za Filipa i Niedźwiedzia. Pomimo dużego wzmocnienia ataku nasz przeciwnik nadal świetnie radzi sobie w obronie. Natomiast u nas widoczna poprawa we wszystkich aspektach gry. Najbardziej widoczny na boisku stał się Krystian, który punktuje zarówno swoim atakiem jak również w bloku. Pod  koniec seta na boisku, w miejsce Roberta pojawia się Niedźwiedź. Zmiany na plus i wygrana do 20 podnosi na duchu ale przy stanie 2-1 droga do sukcesu jeszcze daleka...

Tak więc w odsłonie 4 Buzdygany nie zwalniają tempa, a u przeciwnika więcej widocznych błędów, co bezpośrednio wpłynęło na wynik końcowy seta i naszą wygrana do 15 pkt. Warto tutaj zaznaczyć, że uzyskanie takiej przewagi punktowej możliwe było dopiero w optymalnym dla naszej drużyny składzie.

Tiebreak- emocje sięgają zenitu!

Pierwsza połowa z wyraźna przewagą dla naszej drużyny- poprawny odbiór i efektywne ataki są wystarczające by osiągnąć prowadzenie 8-4. Początek drugiej połowy bardzo kiepski. Przeciwnik pobudzony wizją możliwego zwycięstwa nie daje za wygraną i nagle zostaje nam tylko jeden punkt przewagi! Oj robi się naprawdę gorąco! Na czyją stronę przechyli się szala zwycięstwa? My, jako "weterani" starć tiebreakowych wiemy, że walka toczy się do ostatnich punktów, dlatego sprężamy się i znów wychodzimy na prowadzenie 12-8. Ale jak na samym początku wspomniałam LUBIEŃKA naprawdę "potrafi" i szybko wraca do gry i doprowadza do równego stanu 14-14.W pewnym momencie ciężko było mi uwierzyć w to co dzieje się na parkiecie! Ostatecznie muszę przyznać, ze w końcowych akcjach po prostu mieliśmy szczęście i po naprawdę emocjonującym boju udało nam się wygrać 17-15.

Brawa dla naszych przeciwników, a w szczególności dla Marty, która moim zdaniem królowała po drugiej stronie siatki. Była skuteczna w każdym aspekcie gry- perfekcyjny odbiór, bardzo dobra zagrywka jak również efektowny punktowy atak. Jak dla mnie- MVP:)

Buzdyganka;)















środa, 6 kwietnia 2016

A to już mała sensacja: TKKF UKLEINA - 40-LATKI WIŚNIOWA 3:1

Wymazując z pamięci wczorajszy mecz, postanowiłem, że skoro Leon tak "legendarnie" potraktował starcie TKKF z 40-LATKAMI z WIŚNIOWEJ, to położę dzieci i żonę wcześniej spać i udam się na meczyk.


Jako że aura dopisała serwując rozkosz temperaturową, tym chętniej zbliżałem się w stronę hali SP 3. Wykorzystując nieliche przesłanki, że z percepcją metodyczno-analityczną człek jest za pan brat, to wyszło mi że przy zwycięstwie UKLEINY w łeb może wsiąść całe to planowanie przyszłościowego wyglądu tabeli, łącznie z wagą zapowiadanego Wielkiego Meczu na koniec sezonu (tego meczu, którego nie było, bo grał ktoś, kto grac nie mógł, a teraz może, ale nie zawsze, bo mu nie wolno czasami jeszcze - proste, nie?) jako swoistego finału dla zmagań ligowych. Mocny wniosek wydedukowałem. Nieprawdaż? Ale dość dywagacji. Doszedłem. Pod halą parking nabity samochodami przeróżnej maści, jak dobra kasza skwarkami, co świadczy o obecności już kompletnych składów obydwu teamów i sporej rzeszy kibiców. Znalazłszy sobie przytulne miejsce na trybunie wśród licznej rozbawionej gawiedzi kibicowskiej czekam. Zaczyna się.

Chcecie bajki? O to bajka.

Po dwóch stronach siatki dwie drużyny, które w diametralnie różnych nastawieniach podchodzą do tego boju. Esencję rozmów podsłuchanych w kuluarach można sprowadzić do krótkiej formy:

TKKF - zwycięstwo? - możemy,
40-LATKI- zwycięstwo? - musimy.

Tego meczu nie można opisać w sposób standardowy, rozliczając nieudane zagrania, przebłyski geniuszu poszczególnych graczy, czy tez przypadki, gdzie ślepe szczęście wybierało raz jedną raz drugą stronę  wspomagając ją swa niewidzialną ręką. Dlaczego? Bo zatraciłoby to co zobaczyłem swoje piękno, widoczne tylko poprzez pryzmat całości jako spektaklu/widowiska. Obydwa zespoły zagrały tak, jakby piękno i technika, kunszt i doświadczenie były parami bliźniąt syjamskich. Co chwilę z trybun było słychać och i ach, jakim cudem to czy tamto. Powiem szczerze, że nie śledziłem wyniku punktowego poszczególnych setów, bo po prostu szkoda było odwracać wzrok od widowiska, patrząc na czarne kontury jakiś tam cyferek, które nieubłaganie odmierzały czas, wyznaczając nieuchronny koniec tego pięknego widowiska, a liczenie punktów zostawiłem nieomylnemu dziś w swych decyzjach arbitrowi Robertowi.
A co się działo na parkiecie? Wszytko było. Były atomowe ataki, były precyzyjne do bólu kiwki, były niesamowite i ofiarne obrony, były skuteczne bloki, asy serwisowe, długie wymiany i tempo spotkania, jak by to był mecz o mistrzostwo świata. Było bajecznie.

Pytałem się siebie jednocześnie mając gotowa odpowiedź: Czy ataki wyprowadzone przez Mistrzów stopowane blokiem przez adwersarzy tego teamu były źle wyprowadzone? Nie, to blokujący stanęli na wyżynach swych siatkarskich umiejętności. Czy ataki UKLEINY poprowadzone w teoretycznie puste pole z właściwą dla nich siłą i precyzją były źle wykonane? Nie to mistrzowie pokazywali swój kunszt w obronie własnego pola gry. I na odwrót. Długo by tak wymieniać, porównywać. Bajka trwała. Tak tworzyła się legenda i historia.

A zapyta mnie pewnie zaraz jakiś Achilles lub inna jednostka, a co to się stało mistrzu analiz wszelakich Hektorze, że wbrew wszystkim przesłankom to UKLEINA może unieść ręce w geście triumfu? Hmm. Ujmę to tak. Dzisiaj miałem wrażenie, że UKLEINA stwarzała wrażenie zsynchronizowanej maszyny, w której każdy trybik, każda śrubka i zapadka scaliły się w jedno. Każdy z zawodników gospodarzy zagrał tak jak by to był jego mecz życia - perfekcyjnie. Tak scementowanej drużyny nie ruszył młot pneumatyczny w postaci siły ognia i bloku, doświadczenia w rozegraniu i obronie drużyny z WIŚNIOWEJ. To właśnie ten monolit drużynowy wytworzył przewagę, przewagę kliku punktów, co dziś UKLEINIE wystarczyło do zwycięstwa.

Co teraz będzie? Ano ciekawie i pysznie będzie. Od dzisiaj mamy już trzy drużyny, które są w grze o koronę Mistrza Ligi 2016. Do końca już niewiele spotkań i tak ciekawej końcówki walki o mistrzostwo nikt się chyba nie spodziewał. Teraz każdy mecz, każdy set i punkt dla WIŚNIOWEJ, UKLEINY, BUZDYGANÓW jest tym najważniejszym, bo kto wie co będzie decydowało o układzie tabeli na koniec sezonu. 

A kolejka cudów trwa nadal .... . Co jutro się wydarzy?  Nie mogę się doczekać wszystkich rozstrzygnięć tej kolejki.


Hektor


wtorek, 5 kwietnia 2016

Okiem korespondenta

Zgodnie z zapowiedziami przed kolejką trudno było wskazać zwycięzcę przed rozpoczęciem meczu.

Pierwszego seta wygrała drużyna gości.

Drugiego, najbardziej zaciętego w całym spotkaniu kontrolowali na początku goście szybko uzyskując przewagę 2-6, jednak gospodarze poukładali grę i wynik wyrównał się na 8-9. W tym momencie goście wypracowali kilka punktów przewagi i uzyskali prowadzenie 9-14 i gdy wydawało się, że pewnie utrzymają prowadzenie w secie ponownie stracili pewność w ataku i gospodarze doprowadzili do wyrównania wyniku 16-17. W tym momencie bardziej zdecydowane ataki pozwoliły gościom uzyskać prowadzenie 18-22 i 21-24 i wydawało się że pewnie zmierzają po zwycięstwo w drugim secie. Jednak poświecenie i zaangażowanie całej drużyny gospodarzy nie pozwoliło gościom wygrać tego seta. Doprowadzili do wyrównania i determinacją w grze całej drużyny wygrali seta 29-27.

Trzeci set pewnie wygrali goście 18-25.

W czwartym secie dziwnie zacięła sie gra gości i tego seta pewnie wygrali gospodarze 25-15

Tibrek zaczął się bardzo wyrównanie i do stanu 3-3 walka toczyła się punkt za punkt. Jednak to drużyna gości uzyskała kilkupunktowe prowadzenie dzięki akcjom w bloku oraz atakom objawienia tego sezonu ligi Jacka Suruło i drużyna Są gorsi uzyskała prowadzenie 5-10 by pewnie utrzymać to prowadzenie do końca wygrywając całego seta 9-15 i całe spotkanie w setach  2-3.

Kto wybrał się pokibicować na pewno nie czuje się zawiedziony. Mecz trzymał w napięciu od pierwszego do ostatniego seta. Prowadzenie w meczu zmieniało się z akcji na akcję. Zaangażowania w ataku i poświęcenia w obronie o każdą piłkę nie powstydziłyby się drużyny Plus Ligi. Z przebiegu całego spotkania tibrek był najsprawiedliwszym zakończeniem tego spotkania. Podział punktów jak najbardziej zasłużony.


Niezależny korespondent: Monter

Niespodzianka na otwarcie kolejki: JAKAKOLWIEK - SĄ GORSI 2:3

Ciepły wiosenny wieczór, pierwszy bodajże taki w tym roku, pogoda iście grillowa by się chciało rzec (gdyby nie to że początek tygodnia, a nie weekend). Temperatura na zewnątrz kilkanaście stopni powyżej zera, wilgotność powietrze optymalna dla osobników chcących wylać hektolitry potu wykonując wysiłek fizyczny dla przyjemności. W takiej oto scenerii, z której warunki atmosferyczne przeniosły się do świetnie przygotowanej Arena auf ZSTE, wyznaczyli sobie spotkanie o godz. 19.30 JAKAKOLWIEK i SĄ GORSI. Pytania nurtujące kibiców myślenickiej siatkówki, którzy w liczbie zbliżonej do wartości średniej na meczach naszej Ligi stawili się w miejscu tego boju, miały już za chwilę znaleźć odpowiedź: czy JAKAKOLWIEK zdoła sięgnąć po pierwsze w tym sezonie punkty wykorzystując atut własnego parkietu, czy SĄ GORSI przetrzebieni kadrowo mogą wygrać ten mecz?

Nakręcona przed meczem spirala niepewności podsycona opublikowanym na blogu Leona wprowadzeniem do kolejki dawała o sobie znać już podczas rozgrzewki. W obydwu drużynach widoczne skupienie, widoczna chęć lub nawet żądza zwycięstwa musi niestety zostać zahamowana przez rywala. Pytanie tylko, kto wyjdzie z tej potyczki w chwale zwycięstwa, a kogo wyniosą na tarczy porażki.

Składy drużyn potwierdzają wcześniejsze zapowiedzi:

JAKAKOLWIEK zmobilizowana,  w optymalnym składzie: Wiola, Iwona, Artur, Paweł, Wojtek, Jarek

SĄ GORSI na oparach kadrowych (niedysponowany kierownik pociągu do chwały - Adam, brak nieobliczalnego Kojota, obowiązki służbowe tłumaczące absencje Darka): Ula S, Ula, T, Monika, Lucas, Zdzichu, Jacek


Pierwszy set 21:25

Wydawało się ze wszystko przebiega zgodnie z założeniami przedmeczowymi SĄ GORSI. Co prawda pojawiły się momenty dekoncentracji, ale w miarę równa gra zespołu pozwoliła gościom wygrać tą partie.

Drugi set 29:27

Zaczęło się tak, jak się skończyło. Walka JAKIEJKOLWIEK przez całego seta + wyciągnięte wnioski z pustoszących szeregi gospodarzy bloków Hektora, a po drugiej stronie dziwne przestoje SĄ GORSI i nerwowa końcówka, w której góra gospodarze spotkania. No dobra, powiedzmy wypadek przy pracy gości, połączony ze świetną i konsekwentną grą gospodarzy.

Trzeci set 18:25

Po przebiegu tego seta można by rzec, że w teamie gości zapanował ład i porządek i dały znać o sobie damsko-męskie rozmowy w przerwie. Partia zakończona zwycięstwem faworyta. Oj żeby SĄ GORSI wiedzieli w przerwie pomiędzy setami nr 3 i 4 to, co ja teraz, bo.....

Czwarty set 25:15

... najgorsze dla faworyta dopiero miało nadejść. Nierówna gra gości i bezlitosna skuteczność gospodarzy, dziwna niemoc Hektor w ataku (zatrzymywany blokiem). Na nic próby ratowania seta przez udane ataki Moniki, Lucasa i Zdzicha i Ulunie zwijające się jak w ukropie. Pogrom. Niespodzianka w postaci pierwszych punktów dla JAKIEJKOLWIEK w sezonie stała się faktem, tylko ile tych punktów będzie? - zadawała sobie pytanie mała grupka kibiców.

Piąty set 9:15

SĄ GORSI zaczęli spokojnie i tak skończyli, Hektor powstał jak feniks z popiołów, nienaganna gra dziewczyn (wszystkich trzech), spokój i pewność Lucasa, równa gra Zdzicha i niezagrożone zwycięstwo od samego początku do końca seta. Dwa punkty dla faworyta. Czyżby rozmowa w szatni dała efekt?

I po spotkaniu. Dla SĄ GORSI była to wycieczka: raj-piekło-raj-piekło-czyściec. Zaciętość i pewność całego zespołu JAKAKOLWIEK, której to drużynie goście przeciwstawili patrząc przekrojowo jedynie chyba znakomitą grę dziewczyn, wystarczyła do zdobycia pierwszego punktu dla gospodarza tego meczu w tej edycji Ligi. Myślę ze widowisko którym uraczyły nas obydwa teamy, świetnie poprowadzone przez sędzinę Ewe, przy współpracy z sędzią-statystykiem Michałem, nie zawiodło wybrednych gustów myślenickiej publiczności. Zacięte wymiany, walka o każdą piłkę, nieszablonowe zagrania (szczególnie Jakiejkolwiek) to jednocześnie wizytówka naszej Ligi oraz esencja tego sportu.

Pomyśleć tylko że to początek dopiero tej kolejki spotkań ligowych - maratonu który skończy się dopiero w czwartek, a już emocje i co by nie było mała niespodzianka już na samym starcie.


JS

środa, 30 marca 2016

Zapowiedź kolejki nr XIV

Po dwóch tygodniach przerwy wracamy do grania !!! Kto jeszcze został w nastroju świątecznym przypominamy, że zostało tylko kilka dni na odnalezienie formy !!! Kolejek do końca coraz mniej, co automatycznie przekłada się wprost na wzrost emocji. Zaś dla Tych co chcą jeszcze pokazać pełnie swoich możliwości w tej rundzie, dzwoneczek zaczyna coraz głośniej przypominać o tym zadaniu.

HIT KOLEJKI


TKKF wreszcie gra na miarę swoich możliwości i oczekiwań. Jednak teraz przed Nim próba najcięższa: mecz z Mistrzami Ligi. 40 – LATKI, którzy cały czas czują na plecach rozpędzone BUZDYGANY, musza wygrywać jeśli chcą mieć nadal w Swoich rękach kolejny tytuł. Do tej pory nie oglądali się na innych więc dlaczego teraz miało by być inaczej ? Otóż w tym sezonie sytuacja jest nieco inna niż w latach poprzednich. Mimo wygrania wszystkich meczów nie mają przewagi, która pozwalała by im czuć się bezpiecznie na szczycie tabeli. Co by nie powiedzieć presja na sukces jest i trzeba ją udźwignąć. TKKF zaś jest w dość komfortowej sytuacji. Presja praktycznie żadna. Potencjalny sukces w tym meczu do im zaś zaszczyt zostania pierwsza drużyną w sezonie, która wygrała z Mistrzami. TYP: 40 – latki.

JEDEN Z DZIESIĘCIU


Mecz z kategorii: nie mam pojęcia co się wydarzy !!!  Z jednej strony siatki drużyna, która przegrała dotychczas wszystkie mecze, z drugiej drużyna o dużych aspiracjach, jednak bez żadnych spektakularnych sukcesów. JAKAKOLWIEK niezmiennie gra swoje, zbiera doświadczenia i czeka na swoją okazję. SĄ GORSI w pełnym składzie oraz pełną mobilizacją są zawsze groźni. Tylko pytanie jest, czy w tym meczu mobilizacja i skład  będą mocnym punktem SĄ GORSI? Jeśli tego zabraknie może być różnie. Dodatkowo sala w ZSTE jest zdecydowanie mniejsza od Hali „Dalinu” i to też może być na niekorzyść gości tego spotkania. Może więc teraz będzie ten dzień radości dla JAKAKOLWIEK?  Czy tak będzie rzeczywiście przekonamy się o tym już niebawem. TYP: SĄ GORSI.

ZŁAP MNIE JEŚLI POTRAFISZ


BUZDYGANY po wygraniu ostatniego meczu z CZWARTKAMI nabierają coraz większej pewności, że mistrzostwo jest w Ich zasięgu. Jednak droga to tego jeszcze daleka. Mecze w Lubniu nie należą do łatwych, bowiem rozmiar sali nie sprzyja dynamicznie i z rozmachem grającym przyjezdnym drużynom. Jak wiemy BUZDYGANY są jedną z najbardziej nastawionych na atak drużyn. Często jednak zdarza się, że brakuje im boiska by ataki te były skuteczne. W Lubniu będzie pod tym względem jeszcze trudniej. LUBIEŃKA zaś w ostatnim meczu bez żadnych kompleksów zagrała swój mecz w Wiśniowej. Poszło im całkiem nieźle, wygrali seta i nie odstawali swoim poziomem gry od faworytów. Może więc teraz też pokuszą się o sukces ? Czas pokaże czy są już realnym zagrożeniem dla wszystkich drużyn ligowych. TYP: BUZDYGANY.

CZAS REWANŻU



Wszyscy pamiętamy Ich mecz z pierwszej rundy. Wyglądało wtedy, że DRINK TEAM jest na dobrej drodze w górę tabeli. Wygrana z CZWARTKAMI pozwoliła by im zrobić wtedy duży krok do przodu. Jednak rzeczywistość okazała się wtedy zgoła odmienna. Porażka 3:0 w bardzo słabym stylu od razu zweryfikowała aspiracje DRINK TEAMU. Jednak teraz mamy czas rewanżu i pytanie jest czy DRINK’i są gotowe na zaprezentowanie lepszego stylu niż w pierwszej konfrontacji. Dla Ich psychiki boiskowej jest to wręcz niezbędne. Kolejna klęska może przerodzić się w kompleks CZWARTKOWY i w kolejnych sezonach będzie jeszcze ciężej o sukces w tej rywalizacji. TYP: CZWARTKI.