Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wywiad. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wywiad. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 czerwca 2016

Młodzi Gniewni

Rozmówcami Marginesu Leona są Daniel Klakla i Wojtek Łętocha. Młodzi z pewnością ale czy gniewni?

Margines Leona: Jak zaczęła się Wasza przygoda z siatkówką?
Daniel: Moja przygoda z siatkówką zaczęła się w drugiej klasie gimnazjum. Swoje pierwsze kroki w tym kierunku stawiałem pod okiem mojego ówczesnego nauczyciela od wychowania fizycznego - Tomasza Suma, a że całkiem mi to wychodziło, to zacząłem się udzielać gdzie tylko mogłem zagrać, potrenować czy poodbijać. Tak doszedłem do momentu, w którym znajduję się teraz, czyli nadal gram gdzie tylko mogę i gdy tylko mam na to sposobność.
Wojtek: Moja przygoda  z siatkówką zaczęła się na "Albercie" prowadzonym przez Marka Kutrzebę. Razem z kolegami z ulicy chodziliśmy co środę grać. Tam nauczyłem się podstaw siatkówki.

ML: Jak w Waszej ocenie gra w klubie Dalin wpłynęła na obecną postawę jaką prezentujecie na boisku? Czego nauczyły Was treningi w klubie?
D: Gra w klubie Dalin Myślenice, według mojej oceny, już od końca roku 2013-tego nie ma wpływu na to,  jak gram, gdyż z końcem w/w roku przestałem być zawodnikiem tego Klubu. I nie mówię tutaj o formalnościach typu „ważność karty gracza” lub temu podobne. Po prostu - przestałem chodzić na treningi, jeździć na mecze i według własnego mniemania automatycznie przestałem być zawodnikiem klubu, ale w tej kwestii każdy ma swoje racje. Abstrahując od wszystkiego, większość meczy, które odbyły się w roku 2013tym, odbyły się bez mojego udziału na boisku, gdyż od początku września do połowy listopada pracowałem w Szwajcarii.  A odnosząc się do tego, czego nauczyłem się na boisku będąc zawodnikiem. Na pewno pozycji, w których powinienem się znajdować na boisku, w zależności od przydzielonej roli, bo moje początki w klubie zaczynałem w roli przyjmującego a jak każdy może sprawdzić kończyłem jako libero. Treningi mieliśmy w grupie, większej lub mniejszej, więc nie zawsze można było sowicie spocić się na boisku, lecz bardziej wynikało to z zaangażowania poszczególnych osób, aniżeli z braku zadawanych ćwiczeń.
W: Ja poczyniłem ogromne postępy pod skrzydłami Trenera Wojtana. Przychodząc do klubu byłem jednym z najsłabszych, jak nie najsłabszym zawodnikiem (ci którzy pamiętają moje początki na treningach wiedzą o czym mówię:) Gra w klubie nauczyła mnie, że siatkówka to nie tylko umiejętności lecz także upór oraz dążenie do celu.

ML: Jaki był powód rezygnacji z gry w klubie?
D: Moja rezygnacja z gry po części wynikła z tego, że zacząłem pracować za granicą a po części także z tego, iż nie odnajdywałem się w otoczeniu tak młodych kolegów z drużyny. Trzeba pamiętać, że kończąc swoją przygodę z Dalinem miałem skończone grubo ponad 25 i pół roku życia. Gra w jednej drużynie z chłopakami w przedziale wiekowym dużo niższym ode mnie, na tym etapie życia po prostu „mi nie leżała”. Chodzi także o zaangażowanie i podejście do grania w klubie. Pewne rzeczy w wykonaniu niektórych osób najzwyczajniej w świecie mi się nie podobały.
W: Zakończyłem grę w Dalinie ponieważ na końcu mojej gry zaczęło się olewanie treningów przez innych chłopaków, podejście na meczach też pozostawało dalekie od ideału. Na końcu Dalin miał kryzys, który mam nadzieje już zażegnał :)

ML: Pojawiają się głosy, że tacy młodzi siatkarze powinni mieć stworzone warunki do gry przez klub. Czy gdyby istniała taka możliwość bylibyście nią zinteresowani? Czy dałoby pogodzić się pracę z treningami i rozgrywkami czy musielibyście całkiem związać swoje plany życiowe z siatkówką.
D: Trzeba pamiętać, że ja już nie jestem „młodym siatkarzem”. Gram już piętnaście lat, więc nie jest to krótki okres czasu - oczywiście niektóre osoby mają staż znacznie dłuższy niż ja (mówię tutaj o zawodnikach głównie TKKF Myślenice). Uważam, że przez ten czas, na tym poziomie lig, w których grałem i gram, nauczyłem się sporo i więcej się nie nauczę.  W moim przypadku ciężko jest określić taką zależność w sensie gdyby były warunki do gry, to czy bym się na nią zdecydował, gdyż mając chociażby na uwadze zeszły rok, mogę pracować w kraju a mogę równie dobrze w przeciągu kilku dni wyjechać za granicę, jak było w roku ubiegłym.
W: Czy trenowałbym?? Musiałbym się poważnie nad tym zastanowić. Jestem zawodnikiem, który bardzo angażuje się w grę oraz na treningach. Teraz czasu wolnego dla siebie mam bardzo mało a gra oraz treningi sporadycznie lub na pół gwizdka nie zadawalają mnie i nie mają sensu.

ML: Co sprawia, że chcecie grać w Amatorskiej Lidze Siatkówki? Jakie są jej zalety?
D: Wspomniałem już, że od zawsze lubiłem grać tyle, ile mogłem a granie w tutejszej Lidze daje taką właśnie możliwość. Jest wiele przykładów zalet tej Ligii. Podam najprostszy z możliwych - jest ona „na miejscu”, czyli nie trzeba tłuc się przez pół dnia, żeby móc zagrać mecz.
W: Z Naszą Ligą jestem od samego początku obecnie jako zawodnik lecz wcześniej jako kibic oraz próbowałem swych sił jako sędzia. W lidze jest (a przynajmniej była) super atmosfera. Poprzez ligę poznałem ogromną liczbę osób, z którymi nie tylko się gra lecz miło się z nimi spędza czas.

ML: Co jest atrakcyjnego w grze ze znacznie starszymi zawodnikami? Na boisku widoczna jest różnica w skoczności, dynamice, zasięgu czy kondycji fizycznej.
D: Nie czarujmy się, ale wszystkie różnice, które zostały wymienione są widoczne na boisku i tego nikt nie przeskoczy. Ale w tej kwestii trzeba pamiętać, że będąc młodym, skocznym, dynamicznym, mającym bardziej wydolny organizm, nie posiada się wyrobionych pewnych cech zawodnika, który już swoje „wyskakał”, który „zostawił płuca na boisku”, bo właśnie te cechy młodego zawodnika bardzo często go gubią. W pewnych kwestiach nie wystarczy siła a dokładność, nie liczy się zasięg w ataku a umiejętność trafienia w wyznaczony cel na boisku a czasami po prostu wystarczy dać przeciwnikowi piłkę wyłożoną na dłoni a to on właśnie popełni błąd. Siatkówka jest grą błędów a mecz wygrywa ta drużyna, która zrobi ich mniej.
W: Faktycznie jest dostrzeglana różnica w skoczności, dynamice, zasięgu czy kondycji fizycznej. Nie trzeba być znawcą tego sportu żeby to dostrzec. Gra ze starszymi zawodnikami daje możliwość zobaczenia i podłapania pewnich zachowań, których nie ma opisanych w książkach a których próżno szukać u rówieśników.

ML: Czy Swoimi umiejętnościami nabytymi w czasie treningów staracie się poprawiać grę zawodników swojej drużyny? Chodzi mi głównie o taktykę gry?
D: Naturalnie oczywiście, że się staram poprawić grę swojej Drużyny. Grałem w wielu dyscyplinach sportowych, ale to właśnie Siatkówka jest tą dyscypliną, w której mogę coś komuś podpowiedzieć, pokazać, bo wiem, że w pewnych elementach tej gry daję sobie radę całkiem dobrze. Ale tutaj kłania się kwestia „czego Jaś się nie nauczył…” J Tutaj oczywiście traktuję to z przymrużeniem oka, ale każdy wie ile lat spędził na boisku i jeśli się czegoś nie nauczył lub w inny sposób został przystosowany do ustawienia się na parkiecie, to teraz troszkę ciężko w pewnych elementach jest się mu przestawić. Czasami wystarczy, że dobrze stoisz na nogach w odpowiednim miejscu a piłka sama się od ciebie odbija. „Jedyne” co trzeba wtedy zrobić, to odbić ją dobrze J
W: TTKF gra bardzo długo niemalże niezmiennym składem. Jako młody za dużo nie miałem do powiedzenia. Parę korekt wprowadziłem oraz przekazałem swoje uwagi i spostrzeżenia nabyte podczas kibicowania. Staram się podpowiadać na bierząco podczas meczu kolegom i koleżankom.

ML: Jakie są plusy dla Ligii z faktu, że w drużynach grają nie tak dawni zawodnicy klubowi?
D: Zawodnicy klubowi. Hmmm… Ja w tej kwestii nie widzę żadnego problemu, oczywiście w granicach zdrowego rozsądku. Nie ma co owijać w bawełnę, że zawodnik z ligi pierwszej zawodowej zrobi większą różnicę niż ten z trzeciej, ale z tego, co sobie przypominam w tej Lidze nikogo takiego nie ma. Także robienie tutaj wielkiego halo z tytułu, że ktoś grał w trzeciej, piętnastej czy chociażby pierwszej lidze, według mnie nie ma sensu. Każdy jest tylko/aż człowiekiem i jak każdy żywy organizm ma swoje ułomności, które czasami pomagają, ale równie dobrze mogą okazać się barierą nie do przebycia w danym momencie. A poza tym, ktoś kto gdziekolwiek grał ma troszkę szerszy horyzont na boisko a to tylko poprawia wysokość poziomu Ligi.
W: W moim odczuciu młodzi zawodnicy wnoszą przede wszystkim świeżość gry. Dają tym samym możliwość rozwijania się drużynom na czym zyskać może cała Liga.

ML: Pojawiają się również opinie, że w lidze nie powinni wystepować młodzi gracze gdyż starsi zawodnicy tracą przez to miejsce w zespole jeśli zespół chce walczyć o wyższe miejsca w tabeli?
D: Patrząc na tutejszą Ligę Amatorską, to z wiadomości, które posiadam (aczkolwiek mogą być nieaktualne) w zacnym „Regulaminie” widnieje zapis, że suma lat mężczyzn przebywających na boisku musi przekraczać pewien  wiek. Przy czym, jeżeli suma lat nie spełnia normy, dana drużyna może otrzymać walkower, jeśli mimo tego go zagra. I dla mnie tutaj kończy się odpowiedź na to pytanie
W: To już sprawa organizacyjna każdej drużyny. U nas staramy się aby każdy grał. Każda z drużyn chce zająć jak najlepsze miejsce.

ML: Które mecze ligowe w których zagraliście wspominacie najlepiej i dlaczego? Czy cenniejsze jest zwycięstwo czy zaangażowanie w grę nawet mimo końcowej porażki?
D: Jeżeli chodzi o mecze, które wspominam, to zbytnio nie mam co wspominać z tegorocznej Ligi, bo zagrałem, żeby nie skłamać 3?? Ale tego nie jestem pewien. Chyba, że mówimy o innych meczach, ale to wtedy musiałbym trochę nad tym pomyśleć. Dla mnie umiejętności nie są tak ważne, jak zaangażowanie na boisku. Bardzo nie lubię kiedy drużyna się stara, ale ma jakiegoś „rodzynka”, który myśli, że wszystkie rozumy pozjadał i jemu się nie chce. Czasami faktycznie każdy ma „słabszy” dzień, ale jeżeli się stara mimo to, to wszystko idzie w jakiś sposób ogarnąć. Wolę grać i przegrać grając z drużyną, której zależy na grze, która wkłada w to serce, a czasami niemały trud, żeby w ogóle znaleźć się na boisku, aniżeli w drużynie, która mimo ostatecznego rezultatu dodatniego nie „żyje” wydarzeniami na boisku.
W: Wszystkie rozgrane mecze dały mi przydatne lekcje. Niektóre pozytywne niektóre negatywne. Nie mam swojego ulubionego meczu jak i nie mam najgorszego.

ML: Jakie są Wasze odczucia po zamieszaniu związanym z karencją i koniecznością powtórzenia meczu z drużyną 40-latków?
W: Niepotrzebne zamieszanie. Wprowadziło wiele złych emocji w Lidze, które są odczuwalne aż do teraz. Najwyraźniej dla niektórych ważniejsze jest zwycięstwo za wszelką cenę i dążenie do celu po trupach niż dobra gra i zabawa.
D: Odpowiedź na to pytanie będzie wypowiedzią samego, głównego sprawcy całego tego małego burdeliku :D Ha! czyli mnie! Bo z tego co zauważyłem, to tylko o mnie tutaj chodziło. Karencja. Z posiadanej wiedzy (nadmieniam, że znowuż mogę się mylić lub źle interpretować zawarte w „Regulaminie” założenia) tak zwana „karencja” obowiązywała nie tylko płeć brzydką, czyli mężczyzn grających lub mających zamiar grać w Amatorskiej Lidze Siatkówki w Myślenicach ale także nasze kochane Dziewczęta J. Mało tego, zapisem, który gdzieś mi się tam „obił o oczy” było to, że gra powyżej trzeciej Ligi Zawodowej, tj. Liga Druga, lub wyższa skutkuje niemożnością gry przez 5 lat. Jeśli chodzi o Ligę Trzecią, miały to być 2 lata (dwa lata). Ale pozostawię ten wątek na chwilę.
    Wracając do mojej „karencji”. Jak wspomniałem gdzieś wyżej, ale powtórzę, bo ktoś mógł przeoczyć lub źle zrozumieć. Ja swoją grę zawodową zakończyłem wraz z końcem 2013 roku. Nie odnoszę się tutaj do konkretnych dat, bo tego nie jestem sobie w stanie przypomnieć. Teoretycznie (bo jak się okazało nie w założeniu) mogłem grać od początku 2016 roku. Tutaj chcę także nadmienić, że w tej kwestii nie chodziło jedynie o mnie, bo każdy wie kto jeszcze miał grać, ale ustalone było przez Organizatora Ligi, że możemy wszyscy zagrać od początku drugiej rundy.
     No i tak też się stało. Pierwszy mecz graliśmy na początku bodajże marca, dokładnie nie pamiętam. Naszym przeciwnikiem była Drużyna z Wiśniowej. No i wszystko pięknie, ładnie, dzień meczu, sam mecz, tłumy na sali :D ogólnie pysznie. Gramy. Mecz pięciosetowy, to troszkę się przeciągło ale Ci, którzy przyszli mam nadzieję, że zawiedzeni nie wyszli, bo z mojego rozeznania na boisku poziom tej konfrontacji był całkiem przyzwoity. Nie omieszkam tutaj wspomnieć, że było kilka spornych sytuacji, ale wiadomo, sędzia nigdy nie dostrzeże wszystkiego, co oczywiście nie usprawiedliwia sytuacji, w której pod adresem sędziego padają niecenzuralne słowa. Po zakończonym meczu wiadomo, gratulacje, uściski dłoni, czyli wszystkie ceregiele, które mimo wyłonienia strony Przegranej i Wygranej powinny być.  Wynik był jaki był, każdy kto nie był miał później wgląd na stronie. Ale prawdziwy „cyrk na kółkach” zaczyna się kilka dni po meczu. Nie wiem dokładnie jaki czas upłynął ale było to nadzwyczaj szybko. Nadmieniam!!! Od trzech miesięcy wcześniej lub nawet więcej, każdy  zainteresowany meczem wiedział, że, jeśli mnie żadna kontuzja nie złapie, mam zamiar w tym meczu być czynnym zawodnikiem i takim też byłem. Aż tutaj nagle „ktoś”, nie wiadomo „kto”, przynajmniej ja nie wiem, bo szczerze to mnie to nawet nie interesowało na początku, wyskakuje z jakimś magicznym kulfa linkiem, co by każdy kto jest zainteresowany mógł obejrzeć, jakie to popełniłem straszne przestępstwo, gdyż wszystkich oszukałem, mówiąc że grałem w 2013tym roku… No wszystkim zainteresowanym mówię - GRAŁEM ale po co robić z tego sensację, jak ja tego nigdzie nie ukrywałem.
     W tym miejscu wrócę do ilości lat w obowiązujących „karencjach”, bo regulamin regulaminem a i tak działo się jak się działo.  „Karencja” dla zawodnika/zawodniczki trzeciej Ligi zawodowej - 2 lata, dla zawodnika/zawodniczki Ligi drugiej lub wyższej - 5 lat, lub nawet więcej w przypadku Ligi wyższej niż druga, tego nie wiem i mnie to nie obchodzi.
     I tutaj nasuwa się pytanie, ale najpierw czysta, hipotetyczna kalkulacja. Kończąc grę wraz z końcem roku 2013 do końca roku 2015 ile upływa nam czasu??? No wedle moich (aczkolwiek oczywiście mogę się mylić) obliczeń, to inaczej nie będzie niż jak w pysk strzelił 2 lata (dwa lata) czyli mniemam, że tyle, ile mi potrzeba, żeby móc zagrać w Lidze Amatorskiej. Żeby było weselej to przecież  i tak nie mogłem zagrać z początkiem stycznia 2016tego roku (Organizator powoływał się na swoją własną, nieprzymuszoną decyzję odnośnie tego, że mogę zagrać dopiero od drugiej części sezonu - z resztą wszyscy, którzy chcieli grać ). Mija mi więc, ba dwa miesiące więcej czasu ale tak jak na samym początku wspomniałem - „ z racją jest jak z dupą - każdy ma swoją” no i wyszło, że jednak nie mogłem zagrać w meczu, w którym zagrałem. „Cyrk na kółkach” zaczyna się rozpędzać. Zaczęło się dzwonienie - „grałeś? Nie grałeś?”, zebrania, anulowanie meczu, głosowania, wnioski… Jednym słowem „ja pier…”. Ludzie! To nie jest Liga, w której gra się o kosmiczne pieniądze. Liga powstała w założeniu, żeby się bawić, spotykać, tak?? Bo z tego co wiem, to wszyscy lub większość zna się tutaj od lat kilku, kilkunastu, więc ja się pytam komu na co takie ceregiele?? No chyba, że powstała w innym celu. Bo jeśli tak to ja się z niej wypisuję, bo dla mnie kłócenie się w taki czy inny sposób mimo tego, że wcześniej wszystko było powiedziane, nie ma sensu.
     Wracając do liczby lat „karencji” (powtarzam, że mogę się mylić po raz kolejny). Każdy zna przypadki, że w Lidze Amatorskiej 2015/2016 występowały Dziewczyny, którym notabene „karencja” nie minęła. Stąd moje pytanie (na które nie muszę poznać odpowiedzi) dlaczego problem dotyczył jedynie mojej, skromnej osoby? Bo wynikła tutaj w sumie troszkę nieprzyjemna sytuacja, w której w pewnym sensie okazałem się gorszy od reszty. Jak każdy wie, we wszystkich innych meczach uczestniczyć mogli wszyscy, którzy byli odpowiednio wcześnie zgłoszeni do Ligi.  Jak nie chcecie ze mną grać ( nie mówię tutaj o wszystkich oczywiście), to wystarczy powiedzieć a nie robić z tej Ligi cyrku większego, niż jest to potrzebne, bo według mnie całe to zamieszanie nie jest warte świeczki. Co poniektórzy pokazali po prostu co jest dla nich priorytetem w całej tej zabawie, bo to jest przecież tylko zabawa, w której oczywiście ktoś musi wygrać i przegrać ale każde zwycięstwo lub przegraną trzeba przyjąć z godnością zawodnika a nie szukać dziury w całym.
Odpowiadając na to pytanie, nie miałem na celu nikogo urazić, nikomu nie chciałem złorzeczyć ani nikomu ubliżyć. Po prostu przedstawiłem sytuację z własnej perspektywy, tak że za wszelkie urażone uczucia nie biorę żadnej odpowiedzialności. Jedni mogą się ze mną zgodzić, jedni nie.
Jeszcze dodam, że mianem „Organizatora” określiłem osobę Sławomira Tracza.

Za podzielenie się swoją siatkarską historią Margines Leona dziękuje Danielowi i Wojtkowi
W: Dzięki za rozmowę.
D: Dziękuję.

poniedziałek, 9 maja 2016

Z kapitanem 40-latków o historii i teraźniejszości zespołu.

Margines Leona: Na początek troszkę historii. Liga toczy się już czwarty sezon, gracie w niej od początku ale Twój zespół powstał wcześniej. Od kiedy i jak zaczęła się Wasza wspólna przygoda z siatkówką?
Paweł: Historia naszej drużyny jest dość długa, sama nazwa wskazuje 40-latki. Było to dawno, dawno temu, za górami, za lasami…………….
Wszystko zaczęło się od grania w Trzemeśni w 2006 r. Pod taką też nazwą występowaliśmy na turniejach. Pierwszy nasz sukces datujemy na grudzień 2007 – III – miejsce w Turnieju o Puchar Starosty Myślenickiego. Jako Trzemeśnia – w tym miejscu chciałem podziękować wszystkim zawodnikom i zawodniczkom za te wspólne lata grania-do 2011r. Od 2011 r. do dzisiaj jesteśmy drużyną 40-latków z Wiśniowej i występujemy w prawie nie zmienionym składzie. Tutaj będę się chwalił naszymi osiągnięciami. Przez te lata wzięliśmy udział w wielu turniejach jak i rozgrywkach ligowych, nie tylko na terenie powiatu myślenickiego, ale również limanowskiego i wielickiego.
Nasze dokonania wyglądają następująco:
2009 – I miejsce 1 raz, II miejsce 2 razy,
2010 – I miejsce 4 razy, II miejsce 1 raz, III miejsce 1 raz,
2011 - I miejsce 7 razy, II miejsce 4 razy,
2012 - I miejsce 6 razy,  II miejsce 2 razy,
2013 – I miejsce 6 razy, II miejsce 2 razy,
2014 -  I miejsce 3 razy,  II miejsce 1 raz,
2015 -  I miejsce 3 razy, II miejsce 2 razy,
2016 - I miejsce 1 raz, II miejsce 2 razy,
To byłoby na tyle.
Myślę, że przed nami, jak dopisze zdrowie, jeszcze paręnaście lat grania (śmiech) tego życzę sobie i całej naszej drużynie.

ML: Jesteście już trzykrotnymi zdobywcami tytułu  Mistrza Amatorskiej Ligii Siatkówki. Za każdym razem zwycięstwo tak samo cieszyło?
P: Każde zdobycie tytułu jest inne. Mnie osobiście najbardziej ucieszył pierwszy tytuł z sezonu 2012/2013 (to zapoczątkowało „naszą erę”). Wtedy zaczęliśmy sezon od porażki, ale jak się później okazało była to jedyna przegrana w Lidze. Start był niewiadomą, były obawy czy będziemy w stanie poradzić sobie z cotygodniową grą i czy obowiązki nam na to pozwolą, jaki skład uda się zebrać. Jednak wszystko ułożyło się po naszej myśli.
Obrona tytułów jest na pewno ciężkim zadaniem ale jakże przyjemnym. Cały czas trzeba być skoncentrowanym na pojedynczych zagraniach, bo przeciwnicy są w stanie wykorzystać każdą naszą słabość.

ML: Zespół 40-latków gra praktycznie w niezmienionym składzie od samego początku. Dzięki temu dobrze się znacie i możecie na siebie liczyć na boisku. Czy można powiedzieć że jest to klucz do Waszego sukcesu?
P: To że gramy w tym składzie tyle lat pozwala na lepsze zgranie i wpływa na większą świadomość poszczególnych zawodników co do swoich możliwości. Czy to jest klucz do naszego sukcesu? Nie umiem na to odpowiedzieć. Same występy w lidze są okazją do częstszej gry w tym zestawieniu, tym bardziej jeśli tak jak my nie mamy możliwości wspólnych treningów.

ML: W poprzednich sezonach ligi szybko budowaliście sobie dużą przewagę punktową stając się niekwestionowanym Liderem na długo przed zakończeniem rozgrywek. W tym roku jest inaczej. Uważasz, że dzięki temu Liga zyskuje?
P: Liga jest ciekawsza jeśli sprawa tytułu będzie się toczyła do samego końca. Wyrównana walka pomiędzy czterema drużynami powoduje, że liczy się każdy punkt, set. Jeden słabszy mecz może zniweczyć wysiłek drużyny z całego sezonu. Ze swojego punktu widzenia chciałbym, żeby było tak jak w latach poprzednich (śmiech).

ML: Zgodzisz się ze mną, że ta Wasza bardzo dobra dyspozycja stała się motorem napędzającym inne zespoły do coraz lepszej gry?
P: Poziom rozgrywek na pewno się podniósł, nie wiem czy to jest spowodowane tym, że inne drużyny chcą nam dorównać. Zauważyłem tylko, że zespoły które grają przeciwko nam, w sposób szczególny koncentrują się na tym, żeby rozegrać najlepszy mecz w sezonie. Zasada „bij mistrza” wyzwala w drużynach przeciwnych dodatkową motywację i energię, żeby urwać seta czy punkt.

ML: Silna motywacja przekłada się na skuteczne działanie. Jak to mówią "chcieć to móc”. Czy w tym roku również sięgniecie po Mistrza?
P: Zobaczymy. Do końca mamy jeszcze do rozegrania trzy mecze, jeśli je wygramy to mistrzostwo powinno być nasze. Najważniejsze, ze wszystko pozostaje w naszych rękach i nie musimy liczyć na wyniki innych drużyn.

ML: Jako zespół cechuje Was gra do końca. Czasem przegrywacie ale potraficie się podnieść i wygrać spotkanie. Jak motywujesz swoich zawodników, żeby nie składali broni przed końcowym gwizdkiem?
P: Motywujemy się wszyscy w drużynie razem. Ja zawsze mam taką zasadę, że do póki set się nie skończył to trzeba walczyć o każdy punkt. Siatkówka jest taką grą zespołową i to jedyną, w której błąd popełniony przez zawodnika daje automatycznie punkt przeciwnikowi a np. w koszykówce nie trafisz do kosza to dalej jest 0:0 a nie 2:0. W siatkówce nie ma takiej straty, której nie dałoby się odrobić i to przez te wszystkie lata grania niejednokrotnie doświadczyliśmy.

ML: Wychwalam Waszą grę jednak w ostatnim czasie do drużyny wdarło cię coś co zaburzyło dobrze pracujące trybiki. Jak określisz to coś?
P: Tym czymś  moim zdaniem, była zbyt szybka rezygnacja z pogoni za przeciwnikiem. Zabrakło tego o czym wcześniej wspominałem walki do końca. Także wkradła się większa nerwowość w naszych poczynaniach, której wcześniej nie było zbyt wiele.

ML: Po meczu z TKKF-em miałeś spotkanie z drużyną. Co było jego tematem. Analiza poprzednich meczy czy bardziej przygotowanie do następnego?
P: Trochę rozmawialiśmy o meczu z TKKF, ale nie było polowania na czarownice. Wyjaśniliśmy sobie co zrobiliśmy źle i co powinniśmy poprawić. Bardziej zajęliśmy się następnym spotkaniem, motywując się do lepszej i skuteczniejszej gry. Zatrudniliśmy psychologa sportowego to -żart oczywiście.

ML: Ostatni mecz z Czwartkami. Jak oceniasz to spotkanie?
P: Spotkanie bardzo wyrównane, przyniosło sporo emocji dla widzów na trybunach. Losy setów rozstrzygały się w końcówkach, lepiej i mniej nerwowo wytrzymaliśmy ostatnie piłki. Pewnie też szczęście było po naszej stronie, ale szczęście to nie wszystko. W tym dniu i o tej porze byliśmy trochę lepsi od przeciwników.

ML: Trzy sety meczu bardzo wyrównane. Praktycznie obie drużyny miały szansę na zwycięstwo w nich. Co według Ciebie przesądziło o Waszej wygranej. Mam na myśli pierwszy i trzeci set - obydwa na przewagi.
P: I set. Początek seta prowadziliśmy do stanu po 11, później Czwartki osiągnęły przewagę dwóch, trzech punktów. Jednak końcówka to nasze prowadzenie 23:21, 24:22 daliśmy się dojść na 24 ale to my a nie przeciwnik miał piłki setowe, trzecią wykorzystaliśmy.
III set.
Drużyny miały paro punktowe prowadzenie, które przechodziło raz na jedną raz na drugą stronę. Przy stanie 23:24, piłkę setową miała drużyna Czwartków, mieli piłkę w górze ale jej nie wykorzystali. Za to my dwoma blokami Paweła I. i Michała przechyliliśmy szalę zwycięstwa na naszą korzyść.

ML: Set numer dwa. Co się stało?
P: Do stanu 12:13 dla Czwartków było jeszcze dobrze. W jednym ustawieniu przy dobrej zagrywce Wojtka zrobiło się 12:20. Słaby odbiór, nie kończenie pierwszego ataku spowodowało dość wyraźną przegraną w tym secie.

ML: Nie ulega wątpliwości, że było na co popatrzeć. Co zmieniło się w Waszej drużynie, czy pomimo zaciętej walki byłeś spokojny, że Czwartki nie wywiozą punktów z Wiśniowej?
P: Poprawiliśmy skuteczność. Wszyscy atakujący, mieli wkład w zwycięstwo naszej drużyny. Lepiej zagraliśmy blokiem. Były też obrony naszych zawodniczek, które motywowały pozostałych do większego zaangażowania do gry. Tak mamy grać w pozostałych meczach a będzie dobrze.

ML: Czeka Was jeszcze powtórzony mecz z Buzdyganami. Czy przedstawisz Nam swój punkt widzenia owej sytuacji z byłymi zawodnikami Dalinu, która stała się źródłem sporego zamieszania w Lidze?
P: Według regulaminu ogłoszonego przed sezonem zawodnicy ci nie mogli grać w lidze-Sławek to potwierdził na zebraniu kapitanów. Widocznie chęć detronizacji 40- latków wzięła górę nad przestrzeganiem zasad obowiązujących w tych rozgrywkach.
Moim zdaniem ci gracze są dużym wzmocnieniem dla drużyn w których obecnie występują. Wydaje mi się jednak, że tacy zawodnicy powinni grać w zespole ligowym, który gra w III lidze MZPS – nazwy nie wymienię, żeby nie być posądzonym o działanie na szkodę klubu. Ten klub powinien stworzyć warunki i możliwości do gry i treningu tym osobom, to wtedy nie musieliby sobie szukać amatorskich rozgrywek. Dziwi mnie to, że w III lidze grają kadeci a nie np. zawodnicy dwudziestoparoletni mieszkający w powiecie myślenickim, czyżby byli oni zbyt słabi? nieperspektywiczni? Dotarła do nas informacja że Liga zmienia organizatora czy aby to na pewno nie zaszkodzi wizerunkowi klubu(przyjęcie krnąbrnych ligowców amatorów).

ML: Dziękuję za rozmowę
P: Dziekuję.





środa, 4 maja 2016

Paweł Olejniczak o Swoim wyróżnieniu i grze w ALS

Margines Leona: Gratuluję tytułu MVP.
Zostałeś wybrany kolejnym graczem MVP. Co myślisz o takim wyróżnieniu?
Paweł Olejniczak:  - To miłe. Dziękuję Kapitule, a przede wszystkim naszym zawodnikom za waleczność.

ML: Czy to wyróżnienie zrekompensowało porażkę poniesioną w meczu? 
PO: Nagroda indywidualna i wynik drużyny to dwie odrębne sprawy. Gramy po to, żeby wygrał zespół. Liczy się przede wszystkim wynik drużyny. I mam na myśli zarówno wynik sportowy jak i towarzyski, bo przecież gramy nie tylko, aby wygrać za wszelką cenę, ale również dla przyjemności płynącej ze wspólnych spotkań. Na tym mi najbardziej zależy.

ML: Czy można powiedzieć, że jest to twój indywidualny sukces na trudnym terenie w Wiśniowej? Po części odebrałeś przysłowiową wisienkę z tortu zwycięzcom.
PO: Nie czuję, że coś komuś odebrałem. Określenie „sukces” też byłoby przesadzone. Wolałbym, żeby nasza drużyna wygrywała regularnie z faworyzowanymi przeciwnikami. Wtedy byłoby to osiągnięcie bliższe słowu „sukces”.

ML: Jakie wrażenie zrobiła nagroda na Twoich dzieciach, które tak wiernie Ci kibicują (zwłaszcza na turniejach)?
PO: O to trzeba by zapytać ich. Jasiu, jak odebrałeś moje wyróżnienie? J.O.: „Nie spodziewałbym się, że zawodnik z przegranej drużyny może zdobyć taką nagrodę. Byłem dumny. Trzeba przyznać, że nagroda w kształcie rycerza przypadła mi do gustu.” U córki widziałem podobne błyski w oczach, a niemniejsze również u mojej żony, która także przeżywa nasze wyniki, trzyma za nas kciuki i podziwia wyczyny zwłaszcza najstarszych zawodników naszej Ligi.

ML: Jak podoba Ci się pomysł wybierania najwartościowszego gracza meczu?
PO: Myślę, że wybór MVP dodaje atrakcyjności naszym spotkaniom. Mecz się kończy, a zostaje jeszcze coś do rozstrzygnięcia. Jakaś niespodzianka. Chwała tym, którym chce się to tak starannie przygotować  - dyplom, statuetka. 

ML: Czy zdobycie takiego tytułu jest dla Ciebie motywujące na przyszłe wystąpienia na parkiecie? 
PO: Staram się grać na miarę moich możliwości. Nie wiem, czy myśl o wyróżnieniu sprawi, że w przyszłości będę grał lepiej. Na pewno chciałbym, żeby w następnych meczach nagroda ta trafiała do kolejnych osób z naszej drużyny. 

ML: W czwartkowym meczu byłeś silnym punktem swojej drużyny. Nie udało się Wam jednak zdobyć punktów. Jak oceniasz to spotkanie? 
PO: Mecz był zacięty. Dwa sety na przewagi. Niestety przegrane. Wydaje się, że niewiele brakowało, by podział punktów był nieco inny.

ML: Z drużyną Czwartków grasz od niedawna. Zdążyliście się już zgrać, czy są elementy nad którymi musicie jeszcze popracować?
PO: Wciąż poznajemy swoje umiejętności i ograniczenia. Nabywanie takiej wiedzy jest ważne, bo jest jednym z czynników decydujących o zgraniu drużyny.  Ale nawet w doskonale zżytej drużynie zawsze można jakieś elementy gry dopracować. Myślę, że dotyczy to zwłaszcza taktyki.  

ML: W tym sezonie Czwartki przegrały kilka ważnych spotkań nie wykorzystując ważnych piłek w końcowych partiach setów. To może być frustrujące. Jak w takim układzie wygląda atmosfera w drużynie?
PO: To, że zdobycie punktu albo popełnienie błędu nastąpiło w piłce setowej ma znaczenie wyłącznie psychologiczne. Na wynik seta składa się kilkadziesiąt zagrań począwszy od stanu 0:0 i każde z tych zagrań jest obiektywnie tak samo ważne. Oznacza to, że należy tak grać przez cały mecz, jakby każda piłka była decydująca. Przywiązywanie szczególnej wagi do „ostatniej” piłki jest iluzją wynikającą z emocji oceniającego. Myślę, że w naszej drużynie jest zrozumienie tego faktu, a to ogranicza pretensje, bo każdy czuje się odpowiedzialny za ostateczny wynik. 

ML: Dziękuję za rozmowę.
PO: Dziękuję.


Na zakończenie zdjęcie Pawła ze statuetką Hektora.

                                                        

czwartek, 21 kwietnia 2016

Wywiad z MVP meczu BUZDYGANY - JAKAKOLWIEK - Romą Kędziorą.

Margines Leona: Gratuluję nagrody !!!
Roma Kędziora: Dziękuję.
ML: Po wczorajszym sukcesie jestem...
RK: Jestem dumna i szczęśliwa i zaskoczona. Nawet teraz trudno mi uwierzyć w to co się stało.
ML: Powiem Ci w sekrecie, że analizując oddane głosy to wygrałaś głosowanie zarówno wśród kibiców jak i zawodników.
RK: Tym bardziej się cieszę i jest mi miło że zarówno koledzy z boiska jak i postronni obserwatorzy tak pozytywnie ocenili moją grę.
ML: Pochodzisz z siatkarskiej rodziny, tata grał w siatkówkę, brat gra i jest nawet kapitanem Twojego teamu, a córka gra w Dalinie Myślenice. Jak zareagowali na to wyróżnienie? Pochwaliłaś się?
RK: Jasne. Córka, gdy jej powiedziałam przez telefon o tym, to śmiała się że żartuję, bo przecież choćby w mojej drużynie są zawodnicy, którzy naprawdę dobrze grają i to regularnie, a i u naszych przeciwników nie brak osób potrafiących grać fajną siatkówkę. Dopiero gdy w domu pokazałam jej statuetkę i dyplom to uwierzyła i widać było taki błysk zazdrości ale i dumy w oku, że mama jednak potrafi.
ML: A Twój tata?
RK: Jemu jeszcze nie mówiłam, bo przez telefon nie chciałam. Dzisiaj się z nim zobaczę i powiem mu na żywo, bo jego reakcja może być bezcenna i to trzeba zobaczyć na własne oczy.
ML: A braciszek?
RK: Dumny jest jak paw (śmiech).
ML: Grasz w drużynie która w tym roku może zdetronizować dotychczasowych mistrzów, legendę ALPSPM czyli 40-LATKÓW z Wiśniowej. Wiadomo drużyna jako całość czuje presję, a Ty jako zawodnik?
RK: Nie, nie odczuwam presji. Może dlatego że ostatnio naprawdę rzadko grywałam, czy to ze względów zdrowotnych, czy też decyzją trenera byłam rezerwową, a jeszcze częściej sama rezygnowałam z gry z powodu braku wiary w siebie i ta presja czy też trema meczowa związana z wagą każdego meczu przez to była mniejsza może. 
ML: Gdzie lepiej znosić to boiskowe zdenerwowanie na boisku czy na ławce rezerwowych?
RK: Zdecydowanie gorzej na ławce. Grając czynnie pomagasz drużynie ile możesz, wkładasz niejako całego siebie w to co się dzieje na boisku, a na ławce możesz tylko słownie mobilizować i podpowiadać, mniej zależy od Ciebie.
ML: Powiem Ci że patrząc na Twój ostatni występ to faktycznie taki  siatkarski "fighter" z Ciebie. Akcje w obronie, kąsanie przeciwnika zagrywką...
RK: Daj spokój Hektor (śmiech).
ML: A które przymioty cechujące siatkarza są wg. Ciebie najważniejsze, tak w kontekście naszego amatorskiego grania?
RK: Przede wszystkim waleczność taka boiskowa, wytrwałość, wiara w swoje umiejętności (której mnie niestety brak) nieodpuszczanie piłek, zaangażowanie w grę, ale tez oczywiście co ważne w tym naszym amatorskim graniu również poczucie humoru i taki luz boiskowy, bo to pomaga czasem rozładować negatywne napięcie po nieudanych zagraniach i cementuje zespół.
ML: To teraz chyba uwierzysz w siebie po takim wyróżnieniu?
RK: No jasne!
ML: Mówisz zaangażowanie, chęć grania, walka i poczucie humoru, czyli to dla czego ta liga została w sumie stworzona. Grasz w niej od samego początku. Czy można porównać rozgrywki pierwszego sezonu Ligi i te obecne? Co się zmieniło i jeżeli tak to w jaki sposób?
RK: Powiem tak, kiedyś było faktycznie fajniej. Fajniej dlatego że ludzie grali w sumie dla siebie a wynik był sprawą drugorzędną. Może to też wynikało z tego że Wiśniowa była za każdym razem faworytem Ligi i co roku niezagrożenie wygrywała, a My jako reszta graliśmy w sumie dla zabawy. W tym roku jest inaczej. Teraz to Buzdygany mogą zdobyć mistrzostwo i zagrażają potentatowi, a ostatnie spięcia pokazują, że ta wspaniała atmosfera pomiędzy drużynami gdzieś po drodze nam wszystkim umknęła. Szkoda.
ML: Jesteś zarazem żoną, matką i kobietą czynną zawodowo. Jak godzisz te obowiązki z czynnym uprawianiem sportu. Liga to jednak regularne rozgrywki a do meczy dochodzą również treningi i to z tego co wiem to czasami nawet dwa razy w tygodniu.
RK: Ja akurat nie mam z tym problemu. Wszystko można jakoś pogodzić i mnie się to właśnie udaje. Co więcej aktywność fizyczna, czyli siatkówka, pomagają mi tak naprawdę w codziennym życiu, bo w zdrowym ciele zdrowy duch (śmiech).
ML: I na koniec. Statuetka się podoba.
RK: O tak. Mam ja na biurku i oczu oderwać nie mogę od tego pana w zbroi.
ML: Tak sobie teraz myślę, że skoro są "Fryderyki", "Oskary", "Nike" to może tego "pana w zbroi" jakoś nazwać? Masz jakiś pomysł historyczna laureatko?
RK: Nie zastanawiałam się nad tym tak szczerze,  ale jak coś wymyśle to pierwszy się o tym dowiesz.
ML: Dziękuje za rozmowę i życzę dalszych sukcesów.

RK: Dziękuje Ci również. Do miłego zobaczenia.


 A na koniec wyczekiwana i obiecana fotka laureatki z nagrodą...



... i filmik z wręczenia nagrody.



Jeszcze raz gratulujemy!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!